To nie takie trudne, czyli jak się nie zachowywać wobec osoby nie(do)słyszącej?

"...[głusi]... cierpią z powodu izolacji, a jednocześnie potrafią się stać częścią społeczności międzynarodowej, przekraczając bariery językowe i kulturowe - coś, o czym my, słyszący, możemy jedynie marzyć. Być może od niesłyszących moglibyśmy się jeszcze wiele nauczyć."
- Olivier Sacks

W każdym kraju Głusi mają swój ojczysty język migowy, natomiast International Sign (czyli Międzynarodowy Migowy)

Rozmowa z Małgosią Barwicką, aktywną działaczką PZG na temat jej pracy, pomysłów, a także kobiecych spraw :) Dużo zdjęć!



 Dzisiaj poznacie kolejną nietuzinkową osobę ze świata ciszy. Jest to Małgosia Barwicka, moja bliska koleżanka. Małgosia to osoba, której pogodny uśmiech nigdy nie znika z buzi. Z wdziękiem realizuje wiele ciekawych pomysłów i projektów.

Jeśli ktoś z osób słyszących twierdzi, że osoby żyjące w świecie ciszy są nieporadne, niesamodzielne i z uwagi na niedosłuch czy głuchotę niczego nie mogą zorganizować - takim biednym słyszącym bez wyobraźni mogę tylko się zaśmiać prosto w twarz. Małgosia jest żywym dowodem na to, że - chcieć to móc, całą sobą udowadnia, że osoby niesłyszące również mogą być wspaniałymi organizatorami, pracownikami biura, aktywnymi działaczami potrafiącymi współpracować z osobami słyszącymi.

Ja: Małgosiu, w środowisku niesłyszących wszyscy kojarzą Ciebie z aktywnych działań na rzecz PZG. Bardzo często organizujesz różne zajęcia i wycieczki. Powiedz skąd czerpiesz tyle pomysłów na aktywne i ciekawe spędzanie czasu z innymi?

Małgosia:
Naprawdę? (śmiech) To jest bardzo miłe uczucie, że jestem kojarzona w taki sposób. Mam mnóstwo pomysłów, z którymi chciałabym się dzielić. Trzeba po prostu tego chcieć. Moje projekty, które składam co roku pod koniec grudnia instytucjom publicznym np. do Urzędu Miasta czy do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Tomaszowie (i nie tylko) są inspirowane z myślą o głuchych podopiecznych, żeby nie zamykali się w czterech ścianach, żeby się rozwijali i korzystali z szansy rozwoju, jaką oferuje głuchym Terenowy Ośrodek Rehabilitacji i Wsparcia Społecznego Niesłyszących w Tomaszowie (dawne Koło Terenowe). 

Każdego roku są realizowane inne projekty. W tym roku pierwszy raz zorganizowałam warsztaty kwiaciarskie, które były robione na zewnątrz i wewnątrz kwiaciarni. 
 Każda z kobitek uczestniczyła w warsztatach, gdzie najpierw pani właścicielka kwiaciarni demonstrowała jak wykonać różne ozdoby, stroiki z żywych kwiatów, a potem trzeba spróbować zrobić to samemu. To było nie lada wyzwanie, ale kobitki dały radę i wyszły piękne cuda.

Zorganizowałam też np. warsztaty kosmetyczne, bo chciałam pokazać kobitkom jak to jest być piękną, zadbaną. Każda z pań nie miała nigdy okazji skorzystać z takich przyjemności, a nawet bycia w salonach piękności, dlatego pomyślałam „czemu nie”. Dlatego omówiłam swój pomysł z koleżanką, która jest właścicielką salonu kosmetycznego (z której osobiście sama korzystam). 





Pomysł się wszystkim spodobał. Marta (kosmetyczka/wizażystka) bardzo się zaangażowała i chciała pokazać jak najwięcej, oczywiście każda kobitka była poddana jej zabiegom (bezbolesnym na szczęście 😀 ), i każda wyszła z salonu zadowolona, odmieniona, zrelaksowana i odmłodzona.


Do projektu na stałe wprowadziłam m. in. warsztaty kulinarne, gdzie pokazuję głuchym jak robić smaczne desery czy zdrowe koktajle.
A skąd wszystko czerpię? Często oglądam programy o tematyce kulinarnej, gdzie ukazane są różne przepyszne i sprawdzone przysmaki na różne okazje, czy podróżniczej – analizuję gdzie naprawdę warto pojechać. W tym roku mamy w planie zwiedzanie miasta Kopernika – Torunia.


Czasami pomysły przychodzą same mi do głowy.
Zawsze staram się, żeby głusi z Tomaszowa z przyjemności, jakie oferuje im tomaszowski Terenowy Ośrodek Rehabilitacji i Wsparcia Niesłyszących mieli jakieś fajne wspomnienia, które warto zbierać i pielęgnować, aby później do tych wspomnień z chęcią i przyjemnością wracać. Wszystkie realizowane projekty są z myślą o potrzebach głuchych. Jednak wszystkie projekty łączą się z finansami, które trzeba zdobywać.

Ja: Dużo podróżujesz zarówno po Polsce jak i po świecie. Jak uważasz, co dla osób niesłyszących stanowi największą przeszkodę w podróżowaniu? Czy np. na polskich dworcach PKS i PKP coś zmieniło się na lepsze?


Małgosia: Oczywiście, dużo podróżuję, czasami z grupą (jest raźniej). Wybieram wtedy sprawdzonych przyjaciół, z którymi nie sposób się nudzić. Czasami jeżdżę też sama. Największą przeszkodą głuchych w podróżowaniu stanowią finanse. 



Z reguły głusi mają niskie dochody, albo nie mają w ogóle pracy I brak umiejętności radzenia sobie ze sobą (zdarza się to u osób starszych, mających problem z pamięcią, z czytaniem). Z młodymi jest inaczej, są bardziej operatywni i spontaniczni. Wg mnie na polskich dworcach PKP czy PKS brakuje jeszcze zmian. Generalnie powinien być dostęp do tłumacza albo videotłumacza.

Ja:
Od długiego czasu wśród niesłyszących furorę robią wycieczki organizowane przez państwa Żurawskich. Uczestnicy tych wycieczek wracają zawsze zadowoleni i bardzo sobie chwalą bardzo dobrą pracę organizatorów. Jak myślisz, na czym polega fenomen tych wycieczek? 

 Małgosia: Tak, potwierdzam. Od kilku lat jeżdżę z Pawłem i Elą Żurawskimi na wycieczki przez nich organizowane. Można powiedzieć, że weszłam do tej grupy uczestników już na stałe (śmiech).

Wycieczki są dobrze przemyślane, zorganizowane, rewelacyjne, dopięte na ostatni guzik. Uczą też poznawania samego siebie, a co najważniejsze są pełne humoru i swobody. Mają w sobie coś „niezwykłego”. Nie potrafię tego ująć w słowa, po prostu trzeba być i przeżyć wspólnie przygody. Ich aura stwarza, że wycieczkowicze to jedna rodzina. Fenomen tkwi w samych Żurawskich 🙂

Ja: Też mi się tak wydaje, że serdeczność i fantastyczna osobowość państwa Żurawskich sprawia, że ludzie są gotowi wyruszyć z nimi nawet na koniec świata:) A teraz pogadamy o typowo babskich sprawach... Zdradzisz jaki jest sekret Twojej promiennej cery? Twój piękny uśmiech i pogoda ducha to bez wątpienia najlepszy kosmetyk. Czy masz jakieś ulubione kosmetyki, które poleciłabyś? 

 Małgosia: Bardzo mi miło usłyszeć takie komplementy. Człowiek po tych słowach jest pozytywnie nastawiony do świata. Jeśli chodzi o urodę to nie mam żadnych specjalnych sekretów, po części są to geny (banalnie mówiąc). Często się śmieję, bo śmiech to zdrowie 😀 a uśmiech na twarzy kobiety jest bardzo ważny, a przede wszystkim trzeba dbać o zęby, żeby uśmiech był zniewalający i przenosił się na innych. Trzeba mieć pozytywne nastawienie do życia 🙂
Poza tym w ogóle nie korzystam z solarium, maluję się tylko na szczególne okazje. W ogóle nie myję twarzy mydłem, bo wiadomo mydło wysusza skórę na twarzy, tylko wacikiem nasączonym płynem micelarnym i delikatnie ocieram twarz (skóra wokół oczu jest bardzo delikatna), szyję i dekolt. Później na twarz spryskuję w aerozolu wodę termalną Vichy (kupić można tylko w aptekach), następnie nakładam olejek (też do kupienia w aptece) i okrężnymi ruchami wykonuję masaż twarzy, szyi i dekoltu.
Taką czynność wykonuję codziennie rano i wieczorem. Po tym wszystkim czuję się zrelaksowana po całym dniu.
Poza tym cenię naturalność, doceniam piękność w każdym wieku. Szkoda tylko, że inni nie potrafią zaakceptować swojego wyglądu i poprzez stosowanie różnych „sztucznych poprawiaczy” niszczą swoje piękno.
Szczególną uwagę zwracam na zdrową żywność, piję dużo wody niegazowanej, soku karotka, nigdy nie słodzę, a jeśli już to do kawy stosuję cukier brązowy.

Ja: Małgosiu, czy znane są Tobie jakieś kosmetyki naturalne, których lubisz używać?
 

Małgosia: Kosmetyki, które używam na co dzień to od lat sprawdzony płyn micelarny Nivea, różne olejki do twarzy (np. ostatnio firmy Perfecta, można było kupić w Rossmannie albo olejek arganowy). Od czasu do czasu stosuję na twarz wodę termalną Vichy (szczególnie latem). Jeśli chodzi o kremy to polecam Cetaphil (też w aptekach). Kiedyś próbowałam różnych kremów, długo stosowałam sprawdzony i niezawodny krem Nivea, ale z wiekiem skóra u kobiet się zmienia. Krem nawilżający Cetaphil stosuję od dłuższego czasu i jest sprawdzony, polecam osobom o suchej i bardzo suchej skórze, i też problematycznej (sama przez wiele lat borykałam się z tym problemem). Kosztowało mnie to wiele cierpliwości i nakładów finansowych, ale się opłaciło, bo jestem zadowolona z efektów 🙂

Ja: Skoro już mówimy o pielęgnacji urody to czy mogłabyś opowiedzieć o zorganizowanym przez Ciebie spotkaniu w gabinecie kosmetycznym, gdzie grupę klientek stanowiły osoby niesłyszące?

 Małgosia: Spotkanie Ci opisałam w pierwszym pytaniu. Nadmienię tylko, że byłam tłumaczem, a obsługa głuchej kobitki nie stanowiła żadnego problemu dla kosmetyczki, a nawet sama próbowała porozumieć się w prosty sposób.

Ja: Jak myślisz, gdyby w gabinetach kosmetycznych był dostępny tłumacz, pracownik znający PJM lub wideotłumacz - czy niesłyszące kobiety częściej korzystałyby z tego typu usług?

 Małgosia: Oczywiście, jak najbardziej Każda z nas ma potrzebę być piękną. My, kobitki, musimy pokazać, podkreślić swoją naturalną kobiecość. Pozwolę sobie zamieścić motto Vivien Leigh „nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety, które nie wiedzą, że są piękne”, które idealnie pasuje do tego tematu. Sprawdza się teoria, że jak zadbasz o siebie to będziesz miała lepsze samopoczucie i lepszy humor. I to jest najszczersza prawda J (np. moja mama jak chce sobie poprawić humor to leci na zakupy albo do fryzjera i przylatuje uśmiechnięta, odmieniona i odstresowana i jest spokój w domu 🙂 ).

Ja: Małgosiu, bardzo dziękuję Tobie za tą rozmowę i przede wszystkim za poświęcony czas, bo zdaję sobie sprawę, że ostatnio masz go niewiele. Bardzo się cieszę, że zgodziłaś się na publikację tej rozmowy, tych wszystkich zdjęć. Ukazanie cząstki Twojego życia to szansa na to, aby pokazać osobom słyszącym, że ludzie ze świata ciszy to ludzie tacy sami jak oni - potrafiący się cieszyć życiem, posiadający głowę pełną marzeń i przede wszystkim ludzie, z którymi warto współpracować :)

 

Ekologiczni hipokryci to my wszyscy

W ostatnich czasach wszystko to, co zawiera w sobie szczyptę eko i jest zaklasyfikowane do kategorii zdrowej żywności jest trendy. Nie da się zaprzeczyć, że ochrona środowiska, ochrona praw zwierząt, zdrowe żywienie w obecnych czasach powinno być już nie trendem, lecz koniecznością.


Jednak nie o tym chcę pisać, lecz o pewnym gatunku osobników, których nazywam gatunkiem Upierdliwych Ekologicznych Hipokrytów. Swoim nieustannym wygłaszaniem referatów na temat ekologii i zdrowego odżywiania potrafią niejednemu człowiekowi zatruć życie - czasem nawet bardziej niż wieś-burger czy nieświeża szynka na kanapce...

Po czym poznać takiego Upierdliwego Ekologicznego Hipokrytę? Taki osobnik nie przepuści okazji, by nie wygłosić swoich tyrad w tematach eko.
 

Zobaczy Cię w markecie z siatką ziemniaków - z jego ust od razu leci wykład jakie te kartofle są trujące, nasączone chemią! Najlepsze są wyłącznie jego własne warzywa wyhodowane na działeczce. Na temat zdrowego odżywiania ów osobnik wie o wiele więcej niż niejeden dietetyk światowej sławy. Zobaczy Cię chrupiącego batona - leci litania, iż najlepsze są batony domowej roboty i musisz sobie zorganizować czas na produkcję domowych snickersów! Leczenie naturą to też domena takiego osobnika. Na temat ziół ów osobnik mógłby pisać grube księgi, grubsze niż te księdza Klimuszki...

W tym wszystkim jednak taki osobnik zawsze ignoruje fakt, że swoje warzywka hoduje w przydomowym ogródku znajdującym się w pobliżu ruchliwej ulicy zanurzonej w oparach spalin, które przy silnym wietrze przy okazji obficie zraszają i jego "ekologiczną" działeczkę. Na talerzu owego osobnika nierzadko leżą produkty, które trudno nazwać zdrową żywnością - na patelniach gości mięcho z hodowli, gdzie zwierzęta zazwyczaj faszeruje się kij wie jakimi prochami, mięcho zaś smażone jest w głębokiej patelni w odmętach przypalonego tłuszczu. Osobnik uwielbia cukierki, co z tego, że zawierają one tłuszcze trans, jakieś konserwanty, aromaty i E-dodatki zupełnie tak samo jak ów baton, za którego wcinanie osobnik Cię ochrzanił.

Tacy ekologiczni hipokryci zazwyczaj - po wygłoszeniu swego wykładu na temat życia w duchu eko i konieczności oddychania zdrowym powietrzem - udają się cichaczem w ustronne miejsce, by móc skrycie delektować się aromatem... papierosa. Nie trzeba być Rutkowskim, by to odkryć, wszak odzież i mieszkanie takiego osobnika wręcz przesiąknięte jest zapachem nikotyny...

Mogłabym traktować z przymrużeniem oka poczynania takiego osobnika, ale bywa to naprawdę trudne, jeśli ma się w kręgu swoich znajomych takiego Upierdliwego Ekologicznego Hipokrytę. Mam... a raczej miałam znajomą, która  szukała byle okazji, by móc się popisać swoimi eko-tyradami. Przez ostatnie kilka miesięcy, odnosiłam wrażenie, że wręcz polowała na jakieś moje nowe zdjęcie na Fejsie lub Instagramie, szczególnie takie z pełnym makijażem na mej facjacie -  od razu pukała do mnie z litanią na temat wysokiej szkodliwości kosmetyków do robienia makijażu. Co ciekawe, nigdy nawet nie zapytała jakich kosmetyków używam :) Zobaczyła jak wcinam loda w Lenkiewiczu - od razu poleciał tekst, że jak jeść lody to te domowej roboty. Obraziła się na dobre, gdy powiedziałam jej, że nie potrafię tak jak ona dobrze zrobić loda i wypomniałam, że pali jak stary komin, a palenie ma znacznie gorszy wpływ na jej własną cerę oraz zdrowie jej dzieci niż mój makijaż. Do dziś jednak się zastanawiam czy obraziła się o te papierosy czy o tego loda :P

Wiecie... Chociaż eko sprawy mnie rajcują to jednak nie mogę powiedzieć, że jestem taką 100% ekomaniaczką. Jest dość trudne zostać takim 100% ekomaniakiem żyjąc w mieście... Za życiem na wsi niespecjalnie tęsknię. Rowerem po mieście nie śmigam, lecz samochodem... I chociaż staram się odżywiać zdrowo to zdarza mi się czasem ulec pokusie wrzucenia na ząb czegoś niezbyt zdrowego z dodatkiem kolorowych chemikaliów E-cośtam.

Poza tym jestem alergikiem i niestety - nie zawsze to, co ekologiczne i czysto naturalne jest dla mnie najmniej alergizujące.  Ostatnio dostałam straszną alergię na dezodorant typu roll-on marki Lavera mimo, że posiada on certyfikat BIO, jest w 100% naturalny i wegański. Po prostu mam uczulenie na wyciągi z dzikiej róży. Ów dezodorant za to z powodzeniem posłużył mojej córce.
Tak więc, niekiedy bywa, że muszę sięgać po kosmetyki hipoalergiczne, głównie są to kremy z aptecznych półek, które ze względu na swój skład nie mogą być uznane za eko. Nie ukrywam, że mam swoich kosmetycznych ulubieńców także wśród kosmetyków nie-eko, ale jednak zawsze są to kosmetyki z etykietą oznaczającą, że produkt nie był testowany na zwierzętach, nie zawierają też parabenów.

Na szczęście - w przeciwieństwie do kremów i dezodorantów - rzadko uczulają mnie szampony i odżywki na bazie naturalnych składników (wyjątek jednak stanowią produkty zawierające pokrzywę, ekstrakty cytrusowe i wyżej wspomniany wyciąg z dzikiej róży), więc mogę sobie pozwolić na rozpieszczanie włosów tego typu produktami.

Żyję jak żyję. Staram się być eko, różnie mi to wychodzi, ale nie przynudzam ludziom przy byle okazji, że baton, który akurat wcinają jest chemicznym kawałkiem pseudoczekolady a kanapka z pomidorem to kanapka z warzywem z Czarnobyla.  Gdy widzę, że ktoś lubi jakieś "parabenowe" produkty - nie zalewam go potokiem słów na temat parabenów. W mediach tyle się trąbi o parabenach, że naprawdę nie sposób, by ktoś o tym nie wiedział. Można komuś wspomnieć o tym w trakcie luźnej rozmowy, ale nie w formie wiecznych wykładów... Ludzie rzadko słuchają porad, o które nie prosili. A już w ogóle nie słuchają, gdy ktoś przynudza poradami, których sam nie stosuje...

Ekologiczni hipokryci to większość nas. Każdy ma na swoim koncie jakieś ekologiczne grzechy, ja również, a określam się ekomaniaczką - to dopiero szczyt hipokryzji, co? :)  Nie bądźmy jednak upierdliwi. Zanim zaczniemy krytykować kogoś za jakieś nie-eko zachowania, zastanówmy się najpierw czy my sami rzeczywiście jesteśmy tacy czysto eko ;)

Żyjmy i dajmy innym żyć! :)